Uroczystość Założyciela 15 stycznia 2019

Arnold Janssen - czynił i czyni ludzi świętymi

Pamiętam z dzieciństwa jak babcia czytała mi wieczorami „ Żywoty świętych”. Były to nadzwyczajne opowiadania
o nadzwyczajnych ludziach. Niektóre z tych „niebiańskich” postaci utkwiły mi głęboko w pamięci. Pamiętam, że jeden
ze świętych już jako niemowlę całkowicie oddawał się modlitwie i w piątki nie ssał piersi matki. Najwięcej radości miałem, kiedy babcia czytała żywot św. Franciszka - podobało mi się to, jak młody Franciszek rozebrał się na rynku do golasa
i uciekał ojcu i innym, którzy go gonili. Pamiętam też św. Barbarę i jej sól z Wieliczki. To byli święci o których pisano
i do dziś pisze się książki. Na podstawie „Żywotów...” można powiedzieć, że są święci, którzy rodzą się świętymi.

Czy takim urodzonym świętym był św. Arnold Janssen, założyciel naszego Zgromadzenia? Chyba nie. Jego współcześni określali go jako pobożnego samotnika o trochę niepohamowanej chęci wypełnienia ewangeliczno-misyjnego posłania
o zbawieniu świata.

Patrząc na życie naszego Założyciela nie znajdziemy żadnych cudów czy znaków przy jego narodzinach ani też nic nadzwyczajnego przy jego śmierci. Taki sobie zwyczajny ksiądz, trochę nadgorliwy w wypełnianiu posłania o zbawieniu świata. Ta jego nadgorliwość spowodowała, że został mianowany diecezjalnym dyrektorem Apostolstwa Modlitwy. Później jako kapelan sióstr urszulanek poświęca dużo czasu „animacji misyjnej” wydając czasopismo „Mały Posłaniec Serca Jezusowego”, w którym pisze o potrzebach Kościoła misyjnego. Ale to też nic nadzwyczajnego na tamte czasy.

Zdarzyło się tylko raz za jego życia, że ktoś go nazwał świętym. Było to na krótko przed zakupem zrujnowanej gospody
w Steyl, która później stała się domem św. Michała - domem macierzystym naszego Zgromadzenia. O. Arnold spotkał się wtedy z Biskupem Roermondu, Monsiniorem Paredis, który podsumował św. Janssena w trzech słowach: „Ein täuschen oder heilig – „Głupiec albo Święty”.

Patrząc na życie współczesnych nam świętych wydaje się, że ich „nierealne pomysły” wynikające z miłości do Chrystusa,
są nazywane często przez ich najbliższych „głupotą” i są początkiem świętości.

Z perspektywy czasu jaki upłynął od tamtych dni, kiedy babcia czytała mi „Żywoty Świętych” myślę, że prawda o świętości jest trochę inna. Myślę, że człowiek nie rodzi się do świętości ale do świętości dochodzi. 

Nasz Założyciel jest najlepszym tego przykładem. Jego wiarę św. Augustyn nazwałby „Creedo in Deum” – co znaczy: „wierzę w stronę Boga” gdzie wyraz strona powinien być rozumiany jako kierunek. W przypadku św. Arnolda Janssena jego wiara (widoczna w tym co jemu współcześni ludzie określali jako nadgorliwość ewangeliczno–misyjna)  prowadziła go do Boga.

Jego wiara była tak silna, że większość ludzi, których spotkał, zarażało się jego zapałem – „szaleństwem” dla misji Ewangelicznej Kościoła. Najlepszym przykładem jest święty Józef Freinademetz, który po święceniach kapłańskich był już pewny, że znalazł swoje miejsce na ziemi, a zmienił zdanie po pierwszym spotkaniu z o. Arnoldem. Freinademetz przeżył duchową rewolucję, o której czytamy w liście do jego rodziców: „Jeżeli dacie mi zezwolenie na wyjazd na misje do pracy wśród pogan, będę bardzo zadowolony, jeśli nie, i tak muszę jechać, choćbym miał uratować tylko jedną duszę”.

Nie tylko duchowieństwo zarażało się „arnoldową wiarą” ale przede wszystkim ludzie świeccy, jak Katarzyna Schell i wielu innych, którzy po spotkaniu z o. Arnoldem przekazywali wszystko co mieli na ewangelizację narodów. To jego wiara spowodowała, że w niespełna 25 lat, stara zrujnowana gospoda w Steyl przekształciła się w jeden z największych ośrodków formacji misyjnej w Europie tamtych czasów.

Aby zrozumieć świętość o. Arnolda, trzeba się wgłębić w jego duchową spuściznę opartą na rozważaniu Słowa Bożego.
Jego wiara "w stronę Boga" stawiała przed nim Chrystusa jako Słowo Wcielone pochodzące od Ojca i przechodzące w moc Ducha Świętego. Słowo Wcielone przynosi światło na świat i zesłało Ducha Świętego czyniąc Kościół „świętą budowlą”. Głębię swojej duchowości św. Arnold Janssen przekazuje nam w modlitwach zawartych w naszym werbistowskim modlitewniku i w życiu tysięcy misjonarzy pracujących na wszystkich kontynentach świata.

Wsłuchując się w monotonię modlitw naszego Vademecum, wspominając własne życie jako misjonarz odkrywam,
że św. Arnold Janssen pokazał nam, że święci są ludźmi szarej codzienności. Możemy ich spotkać przy biurku, stole konferencyjnym, w warsztacie, w autobusie, czy zwyczajnie siedzących obok nas w kościelnej ławie. Za życia Arnold Janssen był dla współbraci zwykłym śmiertelnikiem. Nikt, albo może jednostki widziały jego świętość, owianą mgłą codzienności.

Nasz założyciel był jednym z tych ludzi, którzy dzień po dniu idą w stronę Boga. Tacy ludzie, spotykając innych, zarażają ich swoją świętością. Prośmy zatem za wstawiennictwem św. Arnolda Janssena, abyśmy w naszej wędrówce w stronę Boga, zarażali jeden drugiego miłością i ufnością do Boga, która wypełnia życie Bożą Mocą i przynosi Zbawienie światu. 

Kazanie: 

                                                                                                                                                            O. Józef Mazur SVD