List Misyjny - br. Marek Wojtaś SVD - Czad

Drodzy Przyjaciele Misji!

Opowiem Wam w kilku słowach o najnowszej placówce misyjnej Werbistów w Czadzie.

Nazywam się Marek Wojtas, jestem bratem zakonnym, Werbistą pochodzącym z Gdańska.
Do Zgromadzenia Słowa Bożego wstąpiłem w 1994 r. W październiku 2006 roku wyjechałem na nową placówkę misyjną w Czadzie, w Środkowej Afryce. Po kilku miesiącach nauki i próby wejścia w nową rzeczywistość kulturową i misyjną, uległem małemu wypadkowi samochodowemu. Z powodu braku właściwej opieki medycznej musiałem zostać przewieziony do Polski. Obecnie tymczasowo poruszam się za pomocą wózka inwalidzkiego, ale powracam do zdrowia i niecierpliwie liczę dni do mojego powrotu na misje.

Czad jest ogromnym krajem położonym nieco na północ od centralnej Afryki. Pod względem religijnym jest to kraj w większości muzułmański. Kościół katolicki dotarł do Czadu dopiero w 1938 r., głównie za sprawą włoskich kapucynów.

Teraz kilka słów o naszej werbistowskiej misji w Czadzie.Ludzie są tu bardzo ubodzy. Utrzymują się głównie z uprawy małych poletek, na których sadzą kukurydzę i dwa czy trzy rodzaje warzyw. Głównym pożywieniem jest tak zwana bula, potrawa z kukurydzy. Mało kogo tu stać na kawałek mięsa albo ryby, chociażby od czasu do czasu.

Obecnie mamy porę suchą, czyli bez deszczu i jest bardzo gorąco /średnio około 40 stopni/, wszystko wysycha na popiół, więc o jedzenie jest coraz trudniej. Opieka medyczna w Czadzie prawie nie istnieje. W wypadku choroby, porady lekarskiej trzeba szukać w większych miastach, a z powodu dalekich odległości mało kto się tego podejmuje. Najczęściej zatem ludzie korzystają z pomocy lokalnych znawców medycyny tzw. marabutów.

Największym zadaniem w naszej pracy misyjnej jest podstawowa formacja chrześcijańska, edukacja w zakresie wiary wśród dzieci, młodzieży i dorosłych. Większość ludzi nie ma zbyt wielkiego pojęcia, co to jest Msza Święta, modlitwa, przykazania, Sakramenty. Owszem przychodzą na niedzielną Mszę, potrafią recytować różaniec w lokalnym języku, ale niewiele z tego rozumieją. Oczywiście nie jest to ich wina. W większości przypadków jest to dopiero drugie albo nawet pierwsze pokolenie chrześcijan. Dlatego ważne jest, aby docierać do ich wiosek często, regularnie i delikatnie uczyć wiary w Pana Jezusa. Młoda wspólnota bowiem, pozostawione na dłuższy czas sama sobie, siłą rzeczy umiera. Tu jednak nasza werbistowska wspólnota napotyka pewne trudności: brak wystarczającego personelu.

Można by powiedzieć, że od samego początku towarzyszą nam próby i doświadczenia zsyłane przez Pana Boga, właśnie pod względem personalnym. Najpierw otwarcie misji opóźniło się o rok z powodu tragicznej śmierci w wypadku samochodowym jednego z werbistów wyznaczonych do tej misji. Następnie w niespełna półtora rok po przybyciu do Czadu, przełożony naszej misji musiał wyjechać z powodu bardzo ciężkiej choroby wątroby, wyniszczonej częstymi atakami malarii.

Malaria to bardzo powszechna choroba w Czadzie, nie można się przeciw niej zaszczepić, dopada każdego i dosłownie ścina człowieka z nóg, a jeśli nie jest w porę leczona, prowadzi do śmierci. Tak też się stało z innym członkiem naszej misji, bratem Eddim, który umarł na malarię w zeszłym roku, po niespełna trzech dniach choroby. Trzeba dodać, że w całej Afryce malaria zabija każdego roku więcej ludzi niż na AIDS i inne choroby razem wzięte.

Pod koniec lutego tego roku, ja również uległem wypadkowi samochodowemu. Na szczęście, Pan Bóg uratował nas i nikt nie odniósł żadnych poważnych obrażeń. Jedynie ja, jako kierowca nieco się poturbowałem i połamałem. Z powodu braku odpowiedniej pomocy medycznej musiałem zostać przewieziony do Polski, gdzie dzięki wspaniałej opiece przełożonych i współbraci,po pomyślnej operacji powracam dom zdrowia. Wierzę jednak głęboko, że już niedługo będę mógł powrócić do mojej misji w Czadzie. Obecnie na naszej placówce w Czadzie pozostał tylko jeden werbista.

Jakby tego wszystkiego było jeszcze mało, dwa dni po moim wypadku, pod naszą nieobecność wybuchł pożar w naszym domu. Spaliła się kuchnia, refektarz i pomieszczenia gospodarcze. Zawaleniu uległa spora część dachu i zniszczyły się panele słoneczne, które zaopatrywały nas w energię elektryczną. Tylko dzięki czujności i pomocy naszych sąsiadów nie spalił się cały dom.

Widzicie zatem, iż spadało na nas ostatnio wiele doświadczeń i niemałe straty finansowe. Śmierć jednego ze współbraci, ciężka choroba innego, uszkodzony samochód, koszty mojej ewakuacji do Polski, spalona część domu...
Wszystko to oznacza mniej pieniędzy i mniej ludzi do wypełniania naszych zadań misyjnych.

Drodzy Przyjaciele Misji! Bóg Wam zapłać za Wasze wsparcie modlitewne, za Waszą pamięć. Wyrażając wdzięczność za dotychczasową pomoc w misyjnym dziele Kościoła, proszę również, byście ogarnęli swą modlitwą naszą nową placówkę w Czadzie, która u progu swego powstawania doświadczyła już tak wiele. Gdybyście uznali, iż warto jest nieco pomóc Werbistom w Czadzie, to ośmielam się prosić o wsparcie. Ja ze swej strony zapewniam o wdzięczności i modlitwie.

W miłości Słowa Bożego